Telefon komórkowy a savoir-vivre

Naprzeciwko ciebie siedzi obcy człowiek. Mówi ci o rzeczach, o których nie chcesz słuchać. Odpowiada na pytania, których nie zadałeś. Przed tobą długie minuty spędzone z nim w ten sposób, na bardzo małej przestrzeni. Aż do twojego przystanku, albo do momentu, gdy rozładuje mu się bateria w telefonie. Czy istnieje ucieczka z tego więzienia?

Żadne z zagadnień savoir-vivre nie dało mi ostatnio tyle do myślenia, co kwestia etykiety telefonicznej. Siedzę na spotkaniu z koleżanką i nagle dzwoni mój telefon - inna koleżanka. Przepraszam na moment, odbieram i poświęcam rozmówczyni kilka minut, ostatecznie wyjaśniając, że jestem na spotkaniu i że oddzwonię w innym terminie. I niby wszystko w porządku. Tylko odnoszę wrażenie, że od paru lat rośnie w siłę tendencja, by jednak nie priorytetyzować rozmów telefonicznych kosztem momentów, w których obecnie się znajdujemy. Bo niby dlaczego automatycznie uznałam rozmowę z drugą koleżaką za priorytetową? Co innego, gdyby na ekranie wyświetlił się niespodziewany rozmówca (przełożony? nieznany numer?), po czym mogłabym wnosić, że sprawa może być naprawdę istotna, ale w tej sytuacji rozmowa zdecydowanie mogła być przełożona. I to stało się bodźcem do refleksji na temat pewnego jednak zdominowania naszego życia przez te, fantastyczne skądinąd, krzemowe pudełeczka.

Załapałam się jeszcze na epokę bez komórek, potem na ich wielkie wejście i ekstremalną popularyzację. Pamiętam te czasy, kiedy oczywistym było, że jeśli już telefon do nas dzwoni, to prędko należy go odebrać. Dziś coraz częściej postrzegamy telefon jako "przeszkadzacza". I chyba mnie ta tendencja cieszy.
Praktyczna rola telefonu komórkowego jako urządzenia do szybkiego kontaktu niedawno przestała być nadrzędna. Pojawienie się wielofunkcyjnych smartfonów przypieczętowało tę zmianę. Swojego smartfona za jego wielofunkcyjność uwielbiam, problem widzę w innym zjawisku. Mam tu na myśli wykorzystywanie telefonu komórkowego do prowadzenia niekończących się rozmów o wszystkim i o niczym w przestrzeni publicznej, bez żadnej refleksji na temat tego, czy aby otoczenie ma siłę i ochotę tym rozmowom się przysłuchiwać. Jeśli zdarzy się, że rozmowa ma negatywne nacechowanie emocjonalne, jest kłótnią, lub nerwową wymianą zdań, momentalnie energia ta rozprzestrzenia się na otoczenie. W związku z tym chciałabym zasięgnąć języka i zapytać: czy ja przesadzam? Czy takie rozmowy to rzeczywiście powszechny problem czy też wręcz przeciwnie - normalna kolej rzeczy? Powszechność tego zjawiska w autobusach, tramwajach i - o zgrozo - pociągach, każe mi domniemywać, że ta druga opcja może być prawdopodobna.

Cztery godziny w jednym przedziale. Pierwsza z nich - relacja z imprezy nadawana prosto z siedzenia obok na kanale Przyjaciółka-Przyjaciółka. Potem kwadrans przerwy - cisza dawno nie była tak przyjemna! Doceniam ją jeszcze bardziej, kiedy na kolejnej stacji dosiada się Pan Biznesmem i zaczyna załatwiać swoje interesy. Z dostawcą. Z informatykiem. Z kimś, do kogo najwyraźniej jedzie. A ja więdnę i zadaję sobie pytanie: tylko co mnie to wszystko obchodzi?

Po chwili jestem naprawdę zmęczona i w desperacji sama posuwam się do świństwa - oszustwa. Wyjmuję swój telefon, udaję, że odbieram, klecę kilka neutralnych zdań, po czym rzucam powoli i wyraźnie: "przepraszam Cię, ale jestem w pociągu, a to mało eleganckie, żeby prowadzić w tych okolicznościach dłuższą rozmowę przez telefon. Pozwolisz, że oddzwonię do ciebie za dwie godziny?" Dwie godziny to dużo. Mogłam wyjść na korytarz. Ale szczęśliwie okazało się, że "mój rozmówca" spokojnie mógł poczekać... Jednak po kwadransie spokoju, który okazał się jedynie zbiegiem okoliczności, Przyjaciółka postanowiła wykorzystać swój wolny czas i nadrobić jeszcze parę zaległości towarzyskich przez telefon. Najwyraźniej marny ze mnie strateg, dlatego też od tego czasu nie ruszam się w podróż bez słuchawek.

Pomyślałam zatem, ze dobrym pomysłem będzie zebranie informacji na temat szeroko pojętej etykiety telefonicznej w jednym tekście. Oto kilka zasad, o których (wierzę, że) warto pamiętać.

1. Kim jesteś?
Dzwoniąc do kogoś lub wysyłając SMS w sprawach zawodowych nigdy nie zakładajmy, że druga strona wie, kto pisze/dzwoni. Rozmowę telefoniczną rozpoczynamy od przedstawienia się, a SMS kończymy podpisem. Zakładanie z góry, że ktoś ma zapisany nasz numer telefonu, jest mało eleganckie. Musimy brać pod uwagę ewentualność, że osoba, do której dzwonimy/piszemy, mogła stracić wszystkie kontakty w wyniku kradzieży czy zgubienia telefonu (chyba każdy z nas ma w pamięci swojego telefonu SMSy od nieznanego nadawcy, najczęściej te z życzeniami - wysyłane okazjonalnie do osób, z którymi rzadziej utrzymuje się kontakt, zatem jest mniejsza szansa na to, by informacje były zaktualizowane). W miarę możliwości przedstawiajmy się także, gdy odbieramy telefon - przynajmniej ten służbowy.

2. Czekam
Gdy telefonujemy do kogoś nie czekajmy dłużej niż przez 4-5 dzwonków – to optymalny czas na to, by odebrać lub uruchomić pocztę głosową. A porzucony dzwoniący w nieskończoność telefon być może właśnie staje się zmorą dla wszystkich nieszczęśników znajdujących się jego w pobliżu.

3. Poczta głosowa
Starajmy się mieć aktywną pocztę głosową w swoim telefonie – to pozwala dzwoniącemu zostawić dla nas wiadomość i tym samym nie zaprzątać sobie głowy ponowną próbą kontaktu. "-Dzwoniłeś do Pana X? -Tak, nie odebrał, ale zostawiłem mu wiadomość głosową." Teraz pozostaje poczekać, aż Pan X znajdzie chwilę i oddzwoni, zamiast zadręczać się koniecznością pamiętania, by wrócić do sprawy. Wiadomość powitalna na naszej poczcie głosowej powinna być utrzymana w stylu formalnym. Warto poprosić o krótką wiadomość, zawierającą temat sprawy i koniecznie – informacje kontaktowe. Wiadomość powitalną kończymy grzecznym podziękowaniem.
Na nagraną wiadomość powinniśmy w miarę szybko zareagować. Optymalnie do 48 godzin. Gdy sami nagrywamy wiadomość, pamiętajmy, by była ona krótka i zwięzła. Zawsze podajemy numer kontaktowy i temat, z jakim przychodzimy. Mam zwyczaj powtarzania swojego numeru dwukrotnie na wypadek zakłóceń technicznych - a to po informacji zwrotnej, że chwilkę zajęło odszyfrowanie mojego numeru właśnie z tych powodów. Niemniej nie jest to wymóg savoir-vivre, część osób mogłaby pewnie odebrać taką praktykę jako nadgorliwość.

4. Połączenie nieodebrane
Na nieodebrane połączenia starajmy się w miarę możliwości szybko oddzwaniać. Później albo zapomnimy, albo sprawa straci ważność. Jeśli to my nie możemy się do kogoś dodzwonić, a zostawiliśmy już połączenie nieodebrane, warto, zamiast ponownie dzwonić, wysłać krótką wiadomość SMS z prośbą o kontakt, przedmiotem sprawy i naszym nazwiskiem.

5. Dzwonek
Dźwięk dzwonka w telefonie powinien być klasyczny. Ulubiony przebój czy miauczenie kota w niektórych środowiskach mogą nawet nas samych zaskoczyć i niestety także skompromitować.
Jeżeli organizator spotkania prosi o wyłączenie telefonów komórkowych, niedopuszczalne jest jedynie przełączenie telefonu na wibracje. Użytkownicy telefonów komórkowych (dość to liczna grupa) są wyczuleni na ten dźwięk i doskonale go słyszą.

6. Światło ekranu
W kinie czy teatrze będziemy przeszkadzać innym nie tylko rozmawiając przez telefon, ale także pisząc SMS i świecąc sąsiadom po oczach.

7. Rozmowa
Nigdy nie prowadzimy długich rozmów telefonicznych w środkach komunikacji, takich jak autobus, pociąg, tramwaj. To bardzo męczące dla współpasażerów. Podczas kilkugodzinnej podróży pociągiem prowadzimy niecierpiące zwłoki rozmowy na korytarzu. Nie odbieramy telefonu przy stole podczas spożywania posiłku z rodziną, współpracownikami, znajomymi, etc.

8. Stół
Nietaktem jest też umieszczanie telefonu komórkowego na stole podczas spotkania. Jeśli czekamy na ważny telefon lub jest to dla nas jedyny posiadany zegarek, a z równie ważnych przyczyn musimy uważnie kontrolować czas - uprzedźmy o tym rozmówcę.

9. Moment
Dzwoniąc do kogoś ze sprawą wymagającą dłuższej niż dwuminutowej wymiany zdań upewnijmy się, że osoba ta może z nami z danym momencie rozmawiać. Starajmy się nie dzwonić do nikogo w ciągu tygodnia przed 8:00 rano, a w weekendy przed 11:00.

10. Halo!
Nie odbieramy telefonu słowem "halo". Używamy go wówczas, gdy przestajemy słyszeć rozmówcę i podejrzewamy problemy techniczne, w celu sprawdzenia, czy wszystko jest w tej materii w porządku.

11. Umilacze (?)
Mało eleganckie jest też raczenie odbiorcy piosenką, mającą "umilić" oczekiwanie. Idea chlubna, jednak zwróćmy uwagę, że jakość dźwięku, która towarzyszy zwykle takim utworom, wywołuje raczej odruch odsunięcia telefonu od ucha, niż kojący powiew przyjemności. Do korzystania z tej opcji powinny się ograniczyć osoby młode lub przedstawiciele mocno zindywidualizowanych, tzw. "wolnych zawodów", gdzie tego typu atrakcja może być poczytywana za element osobistego, ekscentrycznego wizerunku.

Poprzestaję na tym sterroryzowana przez mój telefon, który goni mnie do snu przy pomocy jednej ze swoich niezawodnych aplikacji. Strach pomyśleć, co bym bez niego zrobiła. No i pewnie bez snu...
Trwa ładowanie komentarzy...