Elegancja rodem z polskich wesel, cz. 2: Pokaż mi swój garnitur

Dlaczego warto zorganizować wesele w zimie? Bo istnieje mniejsze ryzyko, że zaproszeni goście założą do garnituru koszulę z krótkim rękawem. Szanowni Panowie, dzisiaj głównie o Was, choć do lektury zachęcam także Wasze Partnerki – wszak nie od dziś eleganckiego mężczyznę intuicyjnie posądza się o kobietę ze świetnym gustem.

Garnitur to jedna z ważniejszych inwestycji w życiu każdego gentlemana. Jako że to ubranie ekstremalnie uniwersalne, nawet spory nań wydatek szybko się zwróci, jeśli zakup będzie pracował na korzyść wizerunku. Ale spójrzmy prawdzie w oczy – w dzisiejszych czasach świetny garnitur wcale nie musi nas dużo kosztować, wystarczy, że będziemy mieć świadomość, co istotnie wpływa na jego wartość. A tu kluczową rolę odgrywa nie cena, lecz wiedza.



W związku z tym, że zakupu garnituru mężczyźni dokonują tylko raz na jakiś czas, wybór ten rzadko jest pochopny i najczęściej wiąże się z poproszeniem o radę zaufanej osoby. Kwestie, które najczęściej są rozważane, to fason, kolor, tkanina i oczywiście rozmiar. Bardzo mi się ta skrupulatność podoba, problem dostrzegam dopiero wówczas, gdy do rozstrzygnięcia każdej z nich ostatecznie użyta zostaje jedynie intuicja. Smutne efekty oglądamy w biurach, urzędach czy ławach sejmowych, ale te zdecydowanie najbardziej niewiarygodne – na polskich weselach.

Pamiętam, że gdy byłam mała, słowo "elegancki" znaczyło dla mnie mniej więcej to samo, co "strojny". Elegancka sukienka to przecież ta z tiulem, falbankami, haftem i cekinami i najlepiej oczywiście jednocześnie. A że podejrzewam ten mechanizm myślowy o względną uniwersalność, łatwo mi wierzyć, że to część tamtych wyobrażeń do dziś w nas pokutuje, gdy wybieramy strój na wesele. Przecież słowo "umiar" jakoś ciężko się przebija przez atmosferę świąteczno-karnawałową panoszącą się w głowie już na poziomie planowania. Warto jednak przed decyzją o kolejnej dekoracji, błysku i ekstradodatku przeanalizować, czy aby z bazą naszego stroju na pewno wszystko jest w porządku, skoro nie potrafi obronić się sama. Dobry garnitur zdecydowanie powinien umieć to zrobić. Ale zaraz, dobry garnitur, czyli jaki?

1. Rozmiar
Zaczynam od rozmiaru, bo mam wrażenie, że to absolutnie największa bolączka stylu polskich panów. Mam nieśmiałą intuicję, że dobre dziewięćdziesiąt procent panów czytających ten tekst ma w szafie garnitur za duży przynajmniej o jeden rozmiar. Prawdopodobnie też, gdyby poprosić ich, by przymierzyli dobrze dobrane marynarki, orzekliby jednogłośnie, że są one na nich za małe.

Niedawno podczas wizyty w Paryżu moją uwagę zwrócił fakt, że niemal każdy z mijanych na ulicy mężczyzn miał świetnie dopasowany garnitur. Jak to możliwe? Pomyślałam. Skąd taka rozbieżność między dwoma całkiem bliskimi kulturowo europejskimi krajami? Pamiętam obraz, który wtedy pojawił się w mojej głowie: kobieta z synem wybierają pierwszy poważny garnitur na jego studniówkę, czy też na egzaminy do szkoły średniej. Mama przekonana, że to jeszcze dziecko, przezornie dba, by rękaw był jednak nieco dłuższy, wszak syn na pewno jeszcze urośnie. Takich mam widzę po chwili coraz więcej, aż w końcu budzę się w rzeczywistości, w której panuje estetyka za dużego garnituru, co więcej ja sama do niej w pełni należę, nagle zauważam wokół manekiny tonące w stalowych workach i oto stoję pośrodku sklepu z moim synem i mimochodem rejestruję swój dobrzmiewający głos, naglący sprzedawcę do przyniesienia większego rozmiaru...

Na szczęście nie mam syna, bo lubię towarzyszyć przy zakupie garniturów. I najbardziej zdumiewa mnie fakt, że spora część sprzedawców wciąż kieruje się tą koszmarną estetyką. Pozostaje samemu uzbroić się przeciwko nim. Warto na przykład mieć świadomość, że w przypadku właściwie dobranej marynarki powinniśmy odnieść wrażenie, że jej rękaw, w porównaniu do innych ubrań, jest przykrótkawy! Dlaczego? Otóż nie możemy zapomnieć, że spod rękawa marynarki obowiązkowo musi wystawać 1-1,5 cm mankietu koszuli.

Stąd właśnie największym grzechem męskiej elegancji jest założenie do garnituru koszuli z krótkim rękawem. Taka koszula zresztą w ogóle nie znajduje zastosowania w oficjalnym stroju męskim, dlatego radzę zostawić ją sobie na jakieś kameralne, nieoficjalne spotkania, a już na pewno nigdy, przenigdy, nie zakładać do niej krawata. Pamiętajmy wszak, że krawat i marynarka najlepiej wyglądają w komplecie i że ta druga nie toleruje braku mankietu, a wszystko to musi zadziałać równocześnie (swoją drogą jeden uczeń III klasy szkoły podstawowej triumfował, pokazując mi mankiety doszyte fabrycznie do marynarki).

Skoro jesteśmy przy krawacie – tu najważniejsze są trzy zasady. Pierwsza to właśnie długi rękaw koszuli. Druga – odpowiednia długość krawata: powinien sięgać dokładnie do środka klamry paska (czy już wspominałam, że do garnituru pasek jest obowiązkowy? Według klasycznej elegancji koniecznie w kolorze butów). Trzecia zasada: Jeśli nosimy krawat, zawsze mamy zapięty ostatni guzik przy szyi, a gdy go zdejmujemy – guzik ten należy rozpiąć. Powtórzmy: rękaw, klamra, guzik.

Rękaw to naturalnie nie jedyny wymiar, na jaki zwracamy uwagę przy wyborze rozmiaru garnituru. By nie popadać w zbytnią drobiazgowość, wspomnę jeszcze tylko o długości marynarki – powinna kończyć się tam, gdzie kończy się szew rozporka spodni. Obstawiam, że norma polskich wesel to 5-7 centymetrów za dużo. Pamiętajmy też, by marynarka była dopasowana w talii, to świetnie działa na korzyść męskiej sylwetki! Na marynarki niedopasowane w talii mogą sobie pozwolić jedynie panowie tężsi, choć tych także lojalnie proszę o przymierzenie w pierwszej kolejności tej taliowanej. Jak zatem wygląda mężczyzna w idealnie dopasowanym garniturze? Wygląda pięknie:


2. Tkanina
Im mniej garnitur się błyszczy, tym lepiej. To nie tylko kwestia estetyki, ale nie można ukrywać, że tej także. "Elegancki" podejrzanie często jest bowiem synonimem wyrażenia "skromny". Ponadto nie zapominajmy, że im bardziej garnitur jest matowy, tym bardziej będzie uniwersalny. Noszenie błyszczącego jest nietaktem w sytuacjach biznesowych i z góry możemy przeznaczyć go wyłącznie na okazje wieczorowe. Ale jest jeszcze jeden argument za tym, by unikać tego typu upiększeń. Otóż najczęściej im bardziej tkanina się błyszczy, tym mniej naturalny jest jej skład. Sztuczne tkaniny mają jednak swoją jedną zaletę i chcę uczciwie o niej wspomnieć – garnitury ze sztucznych tworzyw najmniej są podatne na mięcie. Ale w końcu elegancja bardzo rzadko wiąże się z chodzeniem na łatwiznę – przy odrobinie wysiłku można wyglądać schludnie pomimo trudnego charakteru tkaniny. Poza tym w tej walce nie jesteśmy zdani tylko na siebie – zastanawiali się Państwo kiedyś, po co dobre garnitury mają po bokach, choć bardziej z tyłu, dwa głębokie rozcięcia? Pozwalają one m.in. odgiąć dolną część do góry i tym samym nie przysiadać marynarki podczas, przykładowo, jazdy samochodem.

Jeśli chodzi o tkaninę, trzeba wspomnieć jeszcze o jednej istotnej rzeczy. Wiąże się ona z zasadą prawdziwego gentlemana, który to, ten sam prawdziwy gentleman, nigdy nie da się namówić na zdjęcie marynarki w miejscu publicznym (uczciwie dodam, że stare podręczniki pozwalają tu na wyjątek, którym jest sytuacja pojedynku). Szaleństwo? Raczej tradycja. A jeśli tradycja, to i historia: dawno, dawno temu w Anglii, gdy garnitury pojawiły się na świecie, mimo że bardzo się wszystkim podobały, nie każdy mógł je mieć, gdyż ich wykonanie było dosyć kosztowne – szyto je wyłącznie na miarę. Jeśli już jednak zostało się szczęśliwym posiadaczem, to raczej się szanowało, w końcu drogie i modne. Żeby zatem przedłużyć im żywot, jak wcześniejsze garderobiane doświadczenia podpowiadały, zakładano pod nie bieliznę. A bielizną ową była wówczas także... koszula. Skoro więc za nieobyczajne uznawano publicznie paradowanie w bieliźnie (w przekonaniu o aktualności tego założenia proszę mnie pozostawić), marynarek nie zdejmowano. Dowodem, że nie zmyślam, jest rząd guzików u rękawa marynarki – rozpinano je i podwijano rękaw, by go nie pobrudzić, np. przy okazji posiłku czy mycia rąk. Ale zdaje się, że tematem wyjściowym był skład tkanin, czas więc teraz do niego powrócić. Skoro ustaliliśmy, że marynarki zdejmować nie wypada, jak wytrzymać w niej na parkiecie więcej niż jedną entuzjastycznie potraktowaną polkę? Tutaj uwagi domaga się niesłusznie lekceważona podszewka. To ona jest najczęstszym powodem szybkiego zdejmowania marynarki. By tego uniknąć, zwróćmy uwagę, by była zrobiona z wiskozy. Włókna wiskozowe sprzyjają poprawnej regulacji temperatury naszego ciała.


3. Kolor
Można wyjść z założenia, że to kwestia gustu i indywidualnych predyspozycji. Te rzeczywiście nie są bez znaczenia, gdyż mężczyzna przy wyborze koloru garnituru powinien brać pod uwagę głównie swój kolor włosów. O ile brunet najkorzystniej wygląda w garniturze ciemnym, z kontrastującą jasną koszulą, to blondyn może pozwolić sobie na garnitur jaśniejszy, ale uwaga – nigdy brązowy! Stare angielskie powiedzenie mówi: gentleman doesn't wear brown, a pochodzi z czasów, gdy brązowy był kolorem zarezerwowanym dla uniformów służby. Odtąd kolor ten ma swoją jednoznaczną konotację, a według zupełnie współczesnej etykiety korporacyjnej założenie brązowego garnituru uważane jest za kompromitację. Jeśli jednak planujemy zakup tego jedynego, dobrej jakości, który ma nam służyć przez lata, polecam wybrać garnitur w kolorze ciemnografitowym. Ten kolor, a także granatowy, to jedyne barwy właściwe dla pierwszego stopnia oficjalności stroju i uważa się je za obowiązujące na najwyższych szczeblach dyplomatycznych. Dlatego są najbezpieczniejsze i najbardziej uniwersalne, a co się z tym wiąże – najbardziej eleganckie. Oczywiście jak zawsze uważajmy na skrajności, czyli np. na kolor czarny – ten nadaje się tylko na pogrzeb (w imię pełni ujęcia – na nasz własny także).

Chcę tu jeszcze zawrzeć słowo o koszuli, wszak to o wiele bardziej „ruchoma” część garderoby, więc przez różnorodność wzorów i kolorów łatwo się pogubić. A żeby pogubić się było znacznie, znacznie trudniej, warto zapamiętać, że nie ma bardziej eleganckiej koszuli, niż biała: "Nie wiesz jaką koszulę założyć? Załóż białą, ona nigdy cię nie skompromituje." Warto więc zainwestować w kilka dobrze dobranych, starannie uszytych białych koszul. A jeśli właśnie zbliża się specjalna okazja i zależy nam, by wyglądać wyjątkowo, nie dajmy się oszołomić i nie fundujmy sobie równie „specjalnego” koloru koszuli. Grafitowy, dobrze dopasowany garnitur, biała, starannie wyprasowana koszula, skromne spinki do mankietów – taki komplet już jest bezbłędny. I tak eleganckiemu, klasycznemu zestawowi, nie może zaszkodzić chyba żaden krawat, dlatego to ewentualnie w jego kwestii puśćmy wodze fantazji, jego oddelegujmy do podkreślania charakteru okazji.

I proszę nie zważać na fakt, że brązowe garnitury wciąż są szyte, a nawet eleganckie sklepy oferują koszule z krótkim rękawem w zestawach z krawatami. Jest popyt, jest i podaż...
Trwa ładowanie komentarzy...